Skarb domowej apteczki naszych babć. Pamiętasz ten kwiatek?
Kiedy bolało ucho, gardło albo ząb, nasze babcie nie miały pod ręką tylu środków,
co my mamy dzisiaj. Sięgały więc po to, co rosło na parapecie. Jednym z takich domowych skarbów była pachnąca pelargonia, czyli słynna anginka.
Ten zapach pamiętam z dawnych parapetów. Były takie rośliny, które po prostu musiały stać w domu. Jedną z nich była pelargonia pachnąca, nazywana przez wiele osób anginką albo geranium. Wystarczyło potrzeć palcami jej liść i od razu pojawił się charakterystyczny, świeży , cytrusowy aromat. To właśnie zapach był jednym
z powodów, dla których tak bardzo ją lubiano.
Pamiętam, że takie rośliny można było spotkać nie tylko w domach. Stały na parapetach, w urzędach, szkołach i różnych miejscach, gdzie przez lata po prostu dobrze sobie radziły. I chyba właśnie ta łatwość uprawy sprawiła, że anginka była zawsze pod ręką. Skąd właściwie wzięła się nazwa anginka? Nazwa nie pojawiła się bez powodu.
W tradycji ludowej liście pelargonii pachnącej wykorzystywano przy dolegliwościach kojarzonych z bólem gardła i anginą.
Przygotowywano z nich napar, którym płukano gardło. Zachowane opisy polskiej tradycji zielarskiej potwierdzają także wykorzystywanie świeżych liści przy bólu ucha. Stąd właśnie wzięła się nazwa, którą do dziś pamięta tak wiele osób. Co ciekawe, botaniczna historia tej rośliny, jest znacznie starsza niż nasze babcine parapety. Pelargonium graveolens pochodzi z Południowej Afryki, a jej naukowy opis został opublikowany pod koniec XVIII wieku.
Babcia nie potrzebowała całej apteczki. Kiedyś dostęp do lekarza wyglądał zupełnie inaczej niż dzisiaj. Jeżeli coś zaczynało boleć wieczorem albo w środku nocy, nie zawsze można było po prostu wsiąść do samochodu i pojechać do najbliższej przychodni. Czasem lekarz mieszkał wiele kilometrów dalej, a na jego przyjazd trzeba było czekać. Dlatego w domu były rośliny, które znało się od pokoleń.
Przy bólu ucha rozcierano świeży liść anginki i przykładano go w okolicy ucha.
Przy podrażnionym gardle przygotowywano napar i wykorzystywano go do płukania. Tak właśnie wyglądała dawna domowa pierwsza pomoc. Nie chodziło o zastępowanie lekarza. Chodziło o to, żeby zrobić coś prostego tu i teraz, przynieść sobie trochę ulgi
i dopiero potem szukać fachowej pomocy, jeśli problem nie mijał.
Co tak naprawdę kryje się w jej liściach? Pachnące liście zawierają gruczoły, w których znajdują się substancje lotne tworzące charakterystyczny olejek eteryczny. Jego skład jest dość złożony, i może się różnić w zależności od odmiany, miejsca uprawy
i warunków, w jakich rosła roślina. W badaniach olejku z Pelargonium graveolens często pojawiają się między innymi cytronellol, geraniol i linalol. To właśnie takie związki w dużej mierze odpowiadają za charakterystyczny aromat rośliny.
Dlaczego po potarciu liścia tak pięknie pachnie? Wystarczy delikatnie potrzeć liść między palcami. Nie trzeba go nawet mocno zgniatać. Uszkodzenie powierzchni liścia powoduje uwolnienie lotnych substancji zapachowych i właśnie wtedy zaczynamy wyraźnie czuć ten charakterystyczny aromat. To dlatego dzieci często lubiły robić
z anginką prosty eksperyment. Zerwać listek, potrzeć go w dłoniach i sprawdzić,
jak pachnie.
Liść , który był zawsze pod ręką. Właśnie to najbardziej podoba mi się w dawnym podejściu do roślin. Nie trzeba było mieć suszarni, specjalnych pojemników,
ani kilkunastu buteleczek z ekstraktami. Roślina rosła sobie na parapecie. Kiedy była potrzebna, wystarczyło sięgnąć po liść. Nasze babcie wykorzystywały świeże liście anginki w bardzo prosty sposób. Rozcierały je i przykładały przy różnych drobnych dolegliwościach, a z liści przygotowywały również napar do płukania gardła.
Roślina była częścią domu, a nie tylko czymś, co kupowało się wtedy, kiedy pojawił się problem. Anginka miała jeszcze jedną całkiem zwyczajną rolę. Nie zawsze chodziło
o domową apteczkę. Jej liście wykorzystywano także do aromatyzowania różnych rzeczy, a sam olejek z tej rośliny ma zastosowanie w perfumerii i kosmetyce.
Niekiedy stosowano również do aromatyzowania wody, wrzucając świeży listek
do dzbanka z wodą.
Może warto postawić anginkę z powrotem na parapecie? Dzisiaj nasze parapety wyglądają trochę inaczej. Mamy rośliny wybierane przede wszystkim ze względu
na wygląd. Kupujemy je w pięknych doniczkach i często nawet nie wiemy, jak pachną ich liście. A przecież anginka jest rośliną, która łączy jedno i drugie. Ładnie się rozrasta, nie należy do szczególnie wymagających, a kiedy rozetrze się jej liść, przypomina zapach dawnych domów. Może dlatego warto dać jej jeszcze jedną szansę?
Z miłością do natury
Elizabeta
Z natury do zdrowia



Komentarze