Ten grzyb ma kolce, zamiast blaszek. Wiele osób mija go w lesie.
Są takie grzyby, które wystarczy zobaczyć raz, żeby zapamiętać je na zawsze. Kolczak obłączasty jest jednym z nich. Zamiast blaszek ma pod kapeluszem delikatne kolce, a mimo swojego niezwykłego wyglądu przez wiele osób jest w lesie zupełnie niezauważany. Ja tym razem wróciłam ze spaceru z dwoma pięknymi okazami. Następnego ranka trafiły prosto na patelnię, a ich połączenie z jajkiem, masłem i natką pietruszki okazało się znakomite.
Znalazłam je podczas zwykłego spaceru. Wybrałam się do lasu właściwie bez większych planów. Lubię takie spacery, podczas których człowiek nie musi szukać na siłę. Wystarczy patrzeć pod nogi, między drzewa, pod krzaki i czasem zajrzeć pod kapelusz znalezionego grzyba. I właśnie tam czekała niespodzianka. Kolczak obłączasty. Znalazłam dwa dorodne owocniki i oczywiście zabrałam je ze sobą. Długo się nie zastanawiałam, co z nimi zrobię.
Kolczak po usmażeniu jest jędrny i ma przyjemny, delikatny smak. Młode owocniki szczególnie dobrze nadają się do przygotowania na patelni. Starsze mogą stać się bardziej twarde i gorzkawe, dlatego przy zbieraniu warto zwracać uwagę na kondycję grzyba. Najbardziej charakterystyczną cechą kolczaka są oczywiście jego kolce pod kapeluszem.
Kiedy odwrócimy kapelusz, zamiast blaszek, które znamy z wielu popularnych grzybów, zobaczymy jasne, kruche kolce zwisające od spodu kapelusza. To właśnie one sprawiają, że trudno pomylić go z typowym grzybem blaszkowym. Kapelusz kolczaka może mieć barwę od jasnokremowej po bardziej ochrową. Jego powierzchnia bywa nierówna, półfałdowana, a kształt często nieregularny.
W lesie może przypominać niektórym kurkę, szczególnie z powodu zbliżonego koloru
i ogólnego kształtu. Różnica staje się jednak oczywista, kiedy zajrzymy pod kapelusz.
I właśnie dlatego mam jedną zasadę: kiedy nie znam grzyba, nie wystarczy spojrzeć
na jego kapelusz. Zawsze warto obejrzeć go dokładnie z każdej strony, i upewnić się ,
że to ten właściwy.
W zeszłym roku też go zebrałam. To nie jest moje pierwsze spotkanie z kolczakiem. Część grzybów zamarynowałam w słoiczkach, część zamroziłam z myślą o zupie. Zrobiłam też nalewkę. Lubię takie wykorzystywanie leśnych darów, bo każdy sezon przynosi coś innego. Jeden grzyb trafia do suszarki, inny do marynaty, jeszcze inny najlepiej smakuje od razu po usmażeniu.
Kolczak jest dla mnie takim grzybem, przy którym warto przypomnieć sobie, że las nie kończy się na prawdziwku, podgrzybku i kurce. Czasem najciekawsze rzeczy rosną tuż obok, tylko nie zawsze zwracamy na nie uwagę. Kiedyś trafiał także do skupu, gdzie później były wykorzystywane w przetwórstwie i nie jest to tylko opowieść o grzybie, którego ktoś kiedyś jadł.
Kolczak obłączasty znajduje się w Polsce w oficjalnym wykazie grzybów dopuszczonych do obrotu oraz produkcji przetworów grzybowych. Co ciekawe, aktualny jednolity tekst odpowiedniego rozporządzenia został ogłoszony w 2026 roku, a kolczak obłączasty nadal znajduje się w tym wykazie. To pokazuje , że choć dla wielu osób jest grzybem nieznanym, nie jest jakimś przypadkowym leśnym okazem, który dopiero niedawno pojawił się w naszej kuchni.
Jeśli ktoś zna ten gatunek i chce wykorzystać go w kuchni, warto zwrócić uwagę
przede wszystkim na młode, zdrowe owocniki. Młode kolczaki są bardziej jędrne
i delikatniejsze. Starsze mogą mieć twardszy miąższ oraz lekko gorzki smak.
Dlatego nie zawsze największy znaleziony grzyb będzie najlepszy do jedzenia.
W kuchni można wykorzystać go między innymi do smażenia, duszenia, zup czy marynowania. Ja najbardziej lubię prostotę. Masło, jajka, grzyby i odrobina świeżej natki pietruszki. Czasami takie właśnie zwyczajne połączenia smakują najlepiej. Przy grzybach zawsze najważniejsza jest pewność rozpoznania gatunku. Jeśli jej nie mamy, grzyba po prostu zostawiamy w lesie.
Elizabeta
Z natury do zdrowia



Komentarze