Kobylak. Dlaczego dawniej nie przechodzono obok niego obojętnie
- Elżbieta Wojnar
- 1 godzinę temu
- 2 minut(y) czytania
Widzimy go latem niemal wszędzie. Kiedy przekwitnie, zostają suche łodygi i drobne nasiona. Dla wielu to chwast. Dla naszych przodków był rośliną, którą warto było znać.
Może czas spojrzeć na niego jeszcze raz?
Zwyczajny aż do zapomnienia.
Są rośliny , które zachwycają kwiatami. Są też takie , które pachną tak pięknie, że chcemy mieć je w ogrodzie. Kobylak nie należy do żadnej z tych grup. Rośnie sobie po cichu, często na łąkach, przy drogach i w miejscach, które mijamy bez zastanowienia.
I właśnie dlatego tak łatwo go przeoczyć.
Kobylak miał więcej niż jedno imię.
Dawna wieś nie potrzebowała atlasu botanicznego, żeby znać rośliny. Ludzie nadawali im nazwy związane z wyglądem, miejscem występowania, albo tym, do czego ich używano. " Kobylak" nie zawsze oznaczał ten sam gatunek. Tą nazwą określano różne duże szczawy, między innymi szczaw kędzierzawy. Można spotkać również określenia takie jak szczaw koński czy szczaw kobyli.
Najciekawsze zaczyna się po przekwitnięciu.
Kiedy większość ludzi przestaje interesować się rośliną, bo kwiaty już zniknęły, kobylak zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Na łodygach pozostają drobne, charakterystyczne owoce z nasionami. To właśnie ten moment zawsze mnie fascynuje. Bo roślina, którą uznalibyśmy za "skończoną", w rzeczywistości dopiero przygotowuje swój kolejny rozdział.
Nasiona , których od razu nie warto wyrzucać z pamięci.
W różnych tradycjach wykorzystywano również nasiona roślin z rodzaju Rumex. Bywały suszone, rozdrabniane i wykorzystywane jako dodatek do pożywienia, szczególnie w czasach, kiedy niczego zdatnego do wykorzystania nie można było po prostu zmarnować.
Korzeń miał swoją własną historię.
Najbardziej znanym surowcem kobylaka był korzeń. Suszono go i wykorzystywano w tradycyjnych recepturach, między innymi ze względu na zawarte w nim garbniki i inne związki roślinne. To pokazuje coś ważnego. Dawne zielarstwo nie polegało na wrzucaniu całej rośliny do jednego garnka. Znaczenie miały jej część, czas zbioru i sposób przygotowania.
Dawniej nic nie było tylko chwastem.
Dziś bardzo łatwo powiedzieć "chwast". Dawniej człowiek patrzył inaczej. Jeżeli roślina rosła sama, trzeba było najpierw zapytać: do czego może się przydać?
Liść mógł trafić do kuchni. Korzeń do zielarskiej szafki. Nasiona mogły zostać zachowane. A sama roślina mogła stać się częścią wiedzy przekazywanej z pokolenia na pokolenie. To była oszczędność, ale również niezwykła uważność wobec przyrody.
Może właśnie dlatego powinniśmy spojrzeć jeszcze raz.
Bo może patrzysz na jedną z tych roślin, które kiedyś były częścią codziennej wiedzy, a dziś musimy ich historię odkrywać niemal od początku. I następnym razem, kiedy zobaczysz wysoki niepozorny kobylak z brązowymi nasionami, zatrzymaj się na chwilę.
Nie wszystko, co zapomniane, przestało być warte poznania, wręcz przeciwnie.
Z szacunkiem do natury
Elizabeta
Z natury do zdrowia



Komentarze