top of page

Po obiedzie dopada cię senność? Znalazłam na to swój sposób

Zdjęcie autora: Elżbieta Wojnar
Elżbieta Wojnar
1 wrz
3 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 2 wrz

Jeszcze niedawno po bardziej obfitym posiłku miałam ochotę tylko usiąść i odpocząć. Zauważyłam, że szczególnie często tak się działo wtedy, gdy na talerzu było więcej węglowodanów. Z czasem znalazłam sposób, który u mnie naprawdę sprawdza się.


Najchętniej położyłabym się na chwilę. Chyba każdy zna ten moment. Jesz obiad, sprzątasz talerz i nagle zamiast energii pojawia się senność. Czasami jest tak duża, że człowiek zaczyna myśleć o kawie albo o krótkiej drzemce. U mnie długo wyglądało właśnie w ten sposób. Zauważyłam jednak pewną prawidłowość. Kiedy jadłam posiłek z większą ilością produktów węglowodanowych, znacznie częściej po jedzeniu czułam potrzebę odpoczynku.


Nie chciałam jednak po prostu wykreślić węglowodanów z jadłospisu. Zaczęłam więc obserwować, jak reaguję na różne proporcje składników. Zaczęłam przyglądać się swojemu talerzowi. Największą różnicę zauważyłam wtedy, gdy zaczęłam komponować posiłki inaczej. Zamiast dużej ilości produktów będących źródłem węglowodanów zaczęłam wybierać więcej produktów dostarczających białka i tłuszczu, a porcje węglowodanów zmniejszyłam.


I nie chodziło o całkowite wyeliminowanie chleba, kaszy , ryżu czy ziemniaków. Chodziło o proporcje. To była dla mnie ważna różnica. Kiedy mój posiłek zawiera więcej białka i dobrego tłuszczu, a mniej węglowodanów, zauważam u siebie coś konkretnego. Po jedzeniu nie pojawia się ta charakterystyczna senność. Mam więcej energii i nie mam potrzeby natychmiastowego odpoczynku. Co więcej, zauważyłam jeszcze jedną rzecz.


Znacznie rzadziej mam ochotę coś podjadać. I właśnie to było dla mnie największym odkryciem. Koniec z ciągłym zaglądaniem do kuchni. Kiedyś po posiłku mogłam po pewnym czasie pomyśleć: "zjadłabym coś", czasami była to ochota na coś słodkiego, czasami po prostu chęć sięgania po jakąś przekąskę. Kiedy zaczęłam komponować posiłki w sposób, który u mnie sprawdza się obecnie najlepiej, potrzeba podjadania wyraźnie się zmniejszyła. Nie dlatego, że zaczęłam się bardziej pilnować.


Co może mieć z tym wspólnego białko? Białko jest jednym z podstawowych składników odżywczych i odgrywa ważną rolę w utrzymaniu sytości. Dlatego posiłek, w którym znajduje się odpowiednia ilość białka, może być dla wielu osób bardziej sycący niż posiłek oparty głównie na produktach węglowodanowych. Dla mnie oznacza to przede wszystkim mniej myślenia o jedzeniu między posiłkami.


A co z tłuszczem? Przez lata tłuszcz miał trochę złą reputację. Dzisiaj wiemy jednak,

że tłuszcze są potrzebnym elementem prawidłowo skomponowanej diety. Dostarczają energii i pomagają między innymi we wchłanianiu witamin rozpuszczalnych

w tłuszczach. Dodatek tłuszczu do posiłku sprawia, że jest on bardziej sycący.

Chodzi o rozsądne proporcje.


Nie każdy reaguje tak samo. To bardzo ważne. Organizmy różnią się między sobą, podobnie jak codzienna aktywność, wielkość posiłków i tolerancja poszczególnych produktów. Znaczenie ma również to, jakie węglowodany znajdują się na talerzu. Inaczej może wyglądać reakcja po dużej porcji słodkiego deseru, inaczej po porcji kaszy, a jeszcze inaczej po posiłku zawierającym warzywa, białko i tłuszcz.


Dlatego zamiast ślepo kopiować czyjąś dietę, warto czasami zacząć od prostego eksperymentu. Obserwować swój organizm. Nie liczyłam każdej kalorii i nie robiłam

z jedzenia matematyki. Zaczęłam po prostu zwracać uwagę na to, co znajduje się

na moim talerzu i jak czuję się po posiłku. Przez pewien czas obserwowałam dwie rzeczy: czy po jedzeniu chce mi się spać? Czy niedługo później mam ochotę coś zjeść? Odpowiedź była dla mnie bardzo wyraźna.


Kiedy zwiększyłam udział białka i zdrowych tłuszczów, a ograniczyłam ilość węglowodanów, senność po posiłku przestała być moim codziennym problemem. Zniknęła również potrzeba ciągłego podjadania. Nie chodzi o zakazy. Nie wykluczyłam węglowodanów. Nadal są obecne w mojej diecie. Po prostu przestały dominować

na talerzu. Czasami wystarczy sprawdzić, czego na naszym talerzu jest za dużo ,

a czego za mało.




Elizabeta

Z natury do zdrowia.

2 komentarze


Gość
01 wrz

Bardzo przydatny artykuł 👍 warto słuchać swojego organizmu.

Polub

Gość
01 wrz

Świetny post 🫣. Stosuje tą zasadę od długiego czasu i czuję się świetnie . Polecam ❤️

Polub
bottom of page