top of page

To może być powód wzdęć , o którym mało się mówi

Zdjęcie autora: Elżbieta Wojnar
Elżbieta Wojnar
3 wrz
3 minut(y) czytania

Jesz zdrowo, wybierasz warzywa, strączki i produkty roślinne, a mimo to, po posiłku brzuch zaczyna protestować? Zanim całkowicie wykreślisz kolejny wartościowy produkt, warto przyjrzeć się lektynom i temu, w jakiej postaci trafia on na nasz talerz. Lektyny są częścią świata roślin.


Lektyny to naturalnie występujące białka, które znajdują się w wielu produktach roślinnych. Szczególnie dużo możemy ich znaleźć w nasionach roślin strączkowych, między innymi fasoli, soi, soczewicy, ciecierzycy i grochu. Występują również

w zbożach oraz niektórych warzywach, między innymi pomidorach, ziemniakach

i bakłażanach. I tutaj warto zatrzymać się na chwilę.


Samo słowo " lektyny" często brzmi dzisiaj jak ostrzeżenie. Tymczasem nie możemy powiedzieć, że wszystkie lektyny są szkodliwe i że każdy powinien unikać produktów, które je zawierają. Znaczenie mają ich rodzaj, ilość, sposób przygotowania produktu oraz indywidualna reakcja organizmu.


Dlaczego strączki czasami powodują dyskomfort? Fasola, ciecierzyca czy soczewica

są wartościowymi produktami, ale wiele osób po ich zjedzeniu doświadcza wzdęć

i uczucia ciężkości. Część osób bardzo je lubi, a mimo to z nich rezygnuje, ponieważ nie chce później zmagać się z nieprzyjemnym samopoczuciem. Czy zawsze trzeba z nich rezygnować? Niekoniecznie.


W przypadku suchych nasion ogromne znaczenie ma prawidłowe przygotowanie. Moczenie i późniejsze gotowanie pomagają zmniejszyć aktywność części lektyn,

a odpowiednie gotowanie jest szczególnie ważne w przypadku fasoli. Ja swoją fasolę moczę minimum 24 godziny. Potem dokładnie ją płuczę i gotuję w świeżej wodzie.

To mój sposób, który sprawdza się u mnie.


I właśnie takie obserwowanie własnego organizmu uważam za bardzo ważne.

Nie każdy będzie reagował na ten sam produkt tak samo. Moczenie to nie wszystko. Można czasami spotkać się z przekonaniem, że wystarczy namoczyć fasolę i problem lektyn znika. Nie jest to takie proste. Moczenie może pomóc, ale w przypadku niektórych produktów, najważniejsze jest późniejsze, odpowiednio długie gotowanie.


Szczególnej uwagi wymaga czerwona fasola kidney. Surowa lub niedogotowana może zawierać wysoką ilość fitohemaglutyniny, czyli lektyny, która może wywołać gwałtowne objawy ze strony przewodu pokarmowego. Dlatego fasoli nie warto traktować tak samo , jak warzywa, które możemy zjeść na surowo. Tutaj tradycyjna kuchnia miała bardzo prostą zasadę: namoczyć, dokładnie wypłukać i dobrze ugotować.


A co z pomidorem? I tutaj robi się naprawdę ciekawie. Pomidory również zawierają lektyny. Nie oznacza to jednak, że trzeba przestać je jeść. Możemy przecież spojrzeć na pomidora z zupełnie innej strony. Surowy pomidor ze skórką i pestkami. Pomidor ugotowany. Pomidor obrany. Pomidor ugotowany, rozdrobniony i przetarty przez sito. Czy dla naszego organizmu to dokładnie to samo?


Nie musimy odpowiadać na to pytanie jednym słowem. Zmienia się przecież struktura produktu, jego konsystencja oraz część składników, które ostatecznie spożywamy.

I właśnie dlatego sposób przygotowania żywności jest tak ciekawym tematem.

Babcia nie znała lektyn, ale znała kuchnię. Kiedyś nie było internetu, aplikacji

z tabelami wartości odżywczych ani artykułów o każdym możliwym składniku żywności.


A jednak nasze babcie miały swoje sposoby. Fasolę moczyły przed gotowaniem. Warzywa gotowały. Pomidory na zupę często przecierały przez sito. Niektóre warzywa obierały, inne długo gotowały, a wiele produktów poddawały fermentacji. Nie możemy powiedzieć, że robiły to dlatego, że znały pojęcie lektyn. Byłoby to dopisywanie współczesnej wiedzy do dawnych zwyczajów.


Możemy natomiast zauważyć coś innego. Przez pokolenia powstawały sposoby przygotowywania żywności, które zmieniały jej strukturę i właściwości. Często wynikały po prostu z doświadczenia. Gotowanie może zmienić więcej niż myślimy. Obróbka cieplna nie jest wyłącznie sposobem na to, żeby jedzenie było smaczniejsze.

W przypadku niektórych produktów gotowanie może znacząco zmniejszyć aktywność lektyn. Dotyczy to szczególnie roślin strączkowych


Dlatego nie możemy wrzucać do jednego worka surowej fasoli, dobrze wymoczonej

i ugotowanej fasoli, surowego pomidora z pestkami i ugotowanego pomidora bez skórki i pestek. To nadal produkty roślinne, ale ich przygotowanie jest zupełnie inne.

W kuchni liczy się nie tylko sam produkt, lecz także to, co z nim zrobimy przed zjedzeniem.


Nie tylko lektyny mogą powodować wzdęcia. Tutaj również warto zachować zdrowy rozsądek. Oprócz lektyn znaczenie mogą mieć również rodzaje fermentujących węglowodanów, duża ilość błonnika, wielkość porcji czy indywidualna tolerancja. Dlatego warto obserwować, co zjedliśmy? W jakiej ilości? Czy produkt był surowy czy gotowany? Czy był moczony? Czy był obrany albo rozdrobniony ? i przede wszystkim, jak się czuliśmy po jego zjedzeniu?


Może nie trzeba od razu rezygnować. To chyba najważniejsza rzecz, którą chciałabym zostawić po przeczytaniu tego tekstu. Jeżeli jakiś wartościowy produkt powoduje u nas dyskomfort, nie zawsze pierwszym rozwiązaniem musi być całkowite wykluczenie go

z jadłospisu. Jedna osoba świetnie toleruje surowego pomidora, a druga zdecydowanie lepiej czuje się po pomidorze gotowanym.


Jedna osoba może zjeść porcję fasoli bez większego problemu, a inna potrzebuje jej bardzo dokładnego przygotowania i niewielkiej ilości. To oznacza , że nasze organizmy nie są identyczne. Zanim więc kolejny raz pomyślisz: "Tego nie mogę jeść , bo mnie wzdyma", spróbuj zadać sobie pytanie: "Czy próbowałam już tego produktu przygotowanego inaczej?" Bo być może odpowiedzi nie trzeba szukać w kolejnej modnej diecie.


Z serdecznością

Elizabeta

Z natury do zdrowia


1 komentarz


Gość
03 wrz

Świetny post 🫶🫣

Polub
bottom of page