top of page

Uwielbiam perfumy, ale przestałam używać ich na skórę. Dlaczego?

Zdjęcie autora: Elżbieta Wojnar
Elżbieta Wojnar
28 sie
3 minut(y) czytania

Uwielbiam perfumy. Piękny zapach potrafi poprawić nastrój. Dodać pewności siebie , i stać się czymś w rodzaju naszego małego, codziennego rytuału. Sama przez lata używałam ich bez większego zastanowienia. Dopiero własne doświadczenia sprawiły, że zaczęłam przyglądać się temu, co właściwie znajduje się w buteleczce i dlaczego niektóre zapachy są dla mnie przyjemne, a po innych zaczynam źle się czuć.


Perfumy to nie tylko alkohol i zapach. Kiedy myślimy o perfumach, najczęściej wyobrażamy sobie alkohol i piękną kompozycję zapachową. W rzeczywistości gotowy produkt jest znacznie bardziej złożoną mieszaniną. Za zapach odpowiada wiele różnych substancji. Mogą to być składniki pochodzenia naturalnego, między innymi olejki eteryczne, ale również związki zapachowe otrzymywane syntetycznie. Do tego dochodzą substancje pełniące funkcje pomocnicze, między innymi rozpuszczalniki czy składniki pomagające utrzymać odpowiednią trwałość i stabilność produktu.


Dlatego jedna kropla perfum nie oznacza jednej substancji. To właśnie ta różnorodność składników sprawia, że warto czasem spojrzeć na perfumy nie tylko przez pryzmat tego, czy pięknie pachną, ale również tego, jak reagują na nie nasza skóra i cały organizm. Nasza skóra stanowi bardzo ważną barierę ochronną. Nie jest jednak całkowicie nieprzepuszczalną warstwą. Niektóre substancje mogą w pewnym stopniu przenikać przez skórę. Stopień wchłaniania zależy między innymi od właściwości konkretnej substancji, jej stężenia, miejsca zastosowania, czasu kontaktu ze skórą oraz kondycji samej skóry.


Jest coś, co moim zdaniem należy sobie uświadomić. Perfumy stosujemy często. Nie raz w miesiącu, ale czasami każdego dnia. Przez wiele lat. Jednorazowe użycie produktu to zupełnie inna sytuacja niż wielokrotny kontakt z nim przez lata. Jeżeli ktoś każdego ranka sięga po perfumy, aplikuje je na szyję, nadgarstki czy za uszami, to skóra regularnie ma kontakt z tą samą kompozycją wielu substancji. Produkty kosmetyczne podlegają wymaganiom dotyczącym bezpieczeństwa, jednak świadomość tego , co stosujemy codziennie , jest po prostu rozsądna.


Tak samo jak czytamy skład kremu, szamponu czy kosmetyku do makijażu, możemy od czasu do czasu zajrzeć również do składu naszych ulubionych perfum. U mnie bardzo dużo zmieniły własne obserwacje. Kiedy wchodzę do drogerii i próbuję przypadkowego zapachu, czasami wystarczy jedno psiknięcie, żebym po chwili zaczęła czuć się źle. Pojawia się ból głowy, nudności, albo po prostu nieprzyjemne wrażenie,

że ten zapach zupełnie mi nie odpowiada. Dlatego od dawna nie kupuję perfum, dlatego- że pięknie pachną na kimś innym. Muszę sprawdzić, jak ja się z nimi czuję.


I jest jeszcze jedna ciekawa rzecz. Uwielbiam wanilię. Naturalny aromat wanilii w ciastach czy deserach jest dla mnie cudowny. Mogę ją zjeść i cieszyć się

jej zapachem. Natomiast kosmetyczny zapach waniliowy powoduje mdłości i złe samopoczucie. To pokazuje, jak bardzo indywidualnie odbieramy zapachy.

To, co dla jednej osoby jest piękne, dla drugiej może być męczące. Nie ma jednego zapachu , który będzie idealny dla każdego.


Jedna osoba wybierze świeże nuty cytrusowe, inna kwiatowe, jeszcze inna ciężkie, orientalne lub słodkie kompozycje. Dla jednej osoby dany zapach będzie subtelny,

a dla drugiej może być bardzo intensywny. Czasami po prostu nasz zmysł węchu bardzo źle toleruje konkretną kompozycję. Przez lata perfumy nakładałam dokładnie tak,

jak większość z nas. Nadgarstki, szyja, okolice za uszami. Dzisiaj pamiętam jednak,

że są to miejsca, w których skóra może być delikatna i wrażliwa.


Sama przekonałam się o tym, szczególnie w okolicach za uszami. Kiedyś regularnie aplikowałam tam perfumy, i zauważyłam, że pojawia się wysypka. Początkowo nie zastanawiałam się nad związkiem, dopiero później zaczęłam obserwować, że problem powtarza się właśnie po zastosowaniu zapachu w tym miejscu. Był to wystarczający sygnał, aby zmienić sposób używania perfum.


Nie zrezygnowałam z perfum. Nie przestałam lubić pięknych zapachów. Zmieniłam sposób ich stosowania. Zaczęłam spryskiwać nimi ubranie, a czasami również końcówki włosów, zamiast nakładać je bezpośrednio na skórę. Dzięki temu nadal mogę się cieszyć perfumami każdego dnia, ale ograniczyłam bezpośredni kontakt kompozycji zapachowej ze skórą. To jest mój wybór i moje rozwiązanie.


Perfumy mogą być przyjemnością, dodawać pewności siebie, ale warto znać własne granice. Różnica polega na świadomości tego, co wybieramy i jak tego używamy.

Bo świadoma pielęgnacja nie musi polegać na rezygnacji z przyjemności. Piękny zapach ma sprawiać nam przyjemność, a nie być powodem do dyskomfortu, a jeżeli coś nakładamy na siebie każdego dnia przez wiele lat, to warto wiedzieć, co to jest.

Po prostu.


Elizabeta

Z natury do zdrowia.

Komentarze


bottom of page